Jutro psycholog…

Troszkę się boję bo nie wiem co się będzie działo i mama chce wejść ze mną -.-
Ogólnie byłam u lekarza z wynikami badań krwi i mama powiedziała, że chyba mam anoreksje i jak powiedziałam jak to wygląda stwierdził, że mi psycholog najprawdopodobniej nie pomoże i lepiej jechać do psychiatry bo bez leków się nie obejdzie w moim stanie :/ Badania krwi ogólnie nie ciekawe i mam dziwne anomalie w organizmie ale wali mnie to. Wczoraj zjadłam większy obiad : warzywa na patelnie i kawałek indyka (300kcal), dzisiaj chciałam zjeść 500g cukinii i jogurt naturalny (215kcal) ale skończyło się na 300g cukinii i 150g jogurtu (około 110kcal) ale muszę coś później zjeść bo jutro będę umierać z zimna i zmęczenia. Przeczytałam w kilku miejscach żeby odchudzać się przez 6 dni i jednego dnia jeść wszystko żeby przyśpieszyć przemianę materii, zacznę tak robić :). Ogólnie waga mi się zatrzymała, ale dzisiaj zobaczyłam 59kg, pewnie dlatego że wymiotowałam i trochę soków trawiennych zwymiotowałam. Ale ucieszyłam się. W domu tata pochował mi kawę więc kupiłam i piję po kryjomu i jeszcze chcę jakieś tabletki pobudzające. Znacie może jakieś ?
Ogólnie samopoczucie beznadziejne, ale jakoś przeżyję :) Tylko muszę więcej kawy i będzie ekstra :D

Szleństwo..

Wczoraj byłam z chłopakiem w mieście no i teraz sa takie fazy, że on mnie namawia na jedzenie za co jest mu mama wdzięczna i wgl. no i powiedziałam że dzisiaj odpuszczam i że idziemy się najeść, dodam że przez 2 doby nie jadłam. Jak zaczęłam jeść to łoooo: snikers, czekolada milka, kawałek ciasta czekoladowego, 2 kawałki pizzy, żelki. Wszystko co słodkie i niezdrowe. Chłopak szczęśliwy, mamie też powiedziałam i również zadowolona bo obiecałam że nie będę wymiotować. Jadłam to o 12 i do 21 leżałam i cierpiałam bo mi się nie chciało strawić. Kumacie do 21 nic, brzuch napuchnięty, jak się ruszyłam to mi się wszystko przelewało. Wypiłam 6 herbatek przeczyszczających i dopiero jak koło 24 pobiegłam do łazienki kilka razy to mi sie zrobiło lepiej. A jak już się poczułam lepiej to zaczęłam ćwiczyć (o 1 w nocy) a za kare że tyle zjadłam ćwiczyłam 2h, mięśnie mi drżały i odmawiały posłuszeństwa ale ja dalej, przecież to ja mam kontrole nad moim ciałem a nie ono nade mną. Czuję się dobrze :) pewnie jak pójdę do szkoły to znowu będę się czuła jak śmierć i będę zamarzać, ale jakoś to będzie :)

Czy to może być prawda ?

To chyba przełom w moim życiu. Mama się dowiedziała o tym jak jem i uświadomiła mi że mam zanik miesiączki. Byłam pewna że będę mogła przestać się odchudzać kiedy będę chciała ale teraz nie potrafię. Kiedy widzę coś dobrego chcę to zjeść ale wewnętrzny głos mi nie pozwala. Ważę 60kg. Mama uczy przyrody i stwierdziła, jeżeli to nie anoreksja to jej początki. Nie wiem ile już nie jem to już po prostu styl życia. Nigdy w życiu nie mdlałam, aż do dzisiaj. Kiedy mama wię o wszystkim dowiedziała kazała mi zrobić badania krwi i wszystko było dobrze bo nigdy się nie bałam krwi a wręcz mnie to interesuje. Kiedy lekarka wyjęła mi igłę i kazała uciskać bo jakichś 20 sekundach zemdlałam, ale nie tak normalnie, dostałam drgawek. Mam jechać do psychologa ale jeszcze nie wiem kiedy. Ale jeżeli serio to anoreksja to ja jej nie odpuszczę, nie stracę kontroli. Ale myślę że za szybko stwierdzili że to właśnie to. Mama, ciotka i mój chłopak teraz cały czas się komunikują jak tam ze mną i mają mnie na oku. Szczerze to ja nie widzę żebym schudła, czuję się jakbym ważyła 80kg, ale dzisiaj założyłam spodnie które jeszcze 3 tygodnie temu były na mnie dobre. Teraz na mnie wiszą. Wszystko jest za duże. Ale ja się nie poddaję, właśnie idę ćwiczyć :)

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!

Zaraz śniadanie wielkanocne i nie wiem co ja mam zrobić ! Przecież zobaczą jak jem, nie chcę tego! Ja się brzydzę tego jedzenia ! Na wadze mam 61kg, nie pozwolę tego zepsuć. Ale błagam nie chcę jeść;(
Będą mi wciskać i się czepiać. Mama już podejrzewa u mnie choroby. Wszyscy mówią że mam coś zjeść bo wyglądam źle, za chudo. Jasne kurwa, zazdroszczą mi i chcę żebym znowu ważyła 82kg. Jestem zajebiście spasiona i muszę schudnąć! Jest mi niedobrze na widok jedzenia, już nie dokańczam obiadu, wczoraj jeszcze biegałam…

Piąty dzień :)

Przez te dni było mi bardzo ciężko…
Ale dzisiaj odkąd wróciłam ze szkoły jest super :)
Mam mnóstwo energii i robię sobie obiadek :)
Warzywa na patelnię, około 270 kcal :)
Ogólnie jadam około 200-300 kcal i jest ekstra, teraz to poczułam.
Waga pokazuje 63,5 jeszcze trochę :)
Dzisiaj Michał mi powiedział że strasznie schudłam,
śmieje się że mam strasznie drobne ręce i zawsze myślał że są 2 razy grubsze :) Jestem bardzo szczęśliwa :)

Powrót…

Może to nie jest jakieś wielkie wejście, ale trochę mnie nie było. Straciłam motywację. Przyszedł dzień kobiet, moje urodziny itp. Tak naprawdę przytyłam dużo. Dzisiaj stając na wagę zobaczyłam 66kg. A miałam być piękna do wakacji. Zwerbowałam ciotkę i mamę, może przed niemi będzie mi wstyd i będę się trzymać. Znów wracam do jednego posiłku dziennie. Kiedy jem często jestem cały czas głodna, a tego nie chcę. Wczoraj zjadłam 2 jajka, pomidor, ogórek, sałata około 250kcal i tak będzie wyglądał każdy mój dzień. Jeszcze wieczorem oczywiście ćwiczenia. Do tego może mama i ciotka dołożą mi się do rowerka stacjonarnego więc w domu będę godzinę jeździć. Ogólnie dziewczyny jestem wierząca, ale zawsze jakoś nie przywiązywałam do tego wagi. U mnie w rodzinie raczej nikogo Bóg nie obchodzi. Oficjalnie jesteśmy wierzący, ale w praktyce jest chyba inaczej. W każdym razie coś się we mnie stało. Wiem, że to Bóg i jego łaska. Chyba nie ma grzechu w dekalogu którego bym nie popełniła, głos sumienia już we mnie zamierał, byłam leniwa, dokładnie nigdy nic mi się nie chciało. W czasie rekolekcji ksiądz powiedział żeby każdy o coś poprosił Boga w myślach. Ja poprosiłam żeby dał mi siłę abym nie była leniwa. I coś się we mnie zmieniło. Mam mnóstwo energii, nauka sprawia mi przyjemność a wcześniej tylko pakowałam się rano i nawet nie miałam książek, to dla mnie drastyczna zmiana. Chcę iść do spowiedzi i wyspowiadać się z całego życia. Teraz wieczorem odmawiam litanię, różaniec, rano też zmawiam pacierz i modlitwę z książeczki, a wcześniej nawet modlitwy pańskiej nie odmawiałam. Chcę się zmienić, zmienić swoje życie. Chcę by świat był lepszy, ale muszę zacząć od siebie. Moje jedzenie odbieram jako post, jako karę za grzechy. Może pff na pewno śmiejecie się czytając to, ale nie wyobrażacie sobie jaka to daje siłę. Będę się za was modlić, abyście nie robiły sobie krzywdy tak jak ja robiłam i żebyście się nawróciły. Jeżeli się odchudzacie niech wasze niejedzenie będzie kara za grzechy, postem a nie robieniem sobie krzywdy. Namawiam was do czytania Biblii. Pamiętajcie, że Bóg nie równa się kościół, musicie wierzyć same w swoim sercu i nie kierować się innymi. Módlcie się i zmawiajcie litanie, to wam na pewno da siłę. Myślę, że Pan mnie oświecił i dał mi swoją łaskę, lecz nie chcę się pysznić. Modlę się aby dawał mi tą siłę, którą daje mi teraz. Życzę tego i wam :*
I pamiętajcie, MIŁOŚĆ jest najważniejsza :)

Gimnastyka :)

Dzisiaj byłam u lekarza i powiedział że muszę ćwiczyć mięśnie brzucha i pleców żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo wrócenia rwy kulszowej.
Więc będę mogła bezkarnie ćwiczyć i mama nie będzie się sapała,do tego mam jeździć na basen :D
Bilans na dziś:
śniadanie: 2 jajka (140kcal) 100g sałaty (14kcal) pomidor (12)
II śniadanie: jabłko (90), pół cebilarza (100) :(
obiad: warzywa na patelnię (212)
kolacja: jogurt z otrębami (90) jogurt z lniem (100)
=około 760
Nie jestem zbytnio zadowolona :( Jakbym nie zjadła tego cebularza w szkole byłoby ok, nie mogę sobie tego wybaczyć… Ehhhh…..

Dziewczyny zaczynam inaczej…

Teraz staram się trochę zdrowiej, jeszcze nie ćwiczę bo mi plecy nie pozwalają ale niedługo zacznę… Może nawet dzisiaj, postaram się :)
A więc staram się jeść około 800kcal dziennie. To nie jest wcale tak dużo, a jak dodatkowo będę ćwiczyć to będą efekty i jest zdrowiej i waga utrzyma się dłużej. Co prawda robię tak od wczoraj, jest dość ciężko ale daje radę :)
Bilans na dziś:
śniadanie : jajko (70), 200g sałaty (28), 100g pomidora (12), jogurt naturalny 0% z lnem (100), plasterek wędliny z piersi indyka z warzywami (9kcal)
II śniadanie: jabłko (90)
obiad: 175g warzyw mrożonych do zupy (100), rosół na 2 kostkach rosołowych (50), 2 łyżki jogortu naturalnego 0% (25), 2 plastry szynki z piersi indyka (18)
kolacja: 12 mini sucharków (102), 200g jogurtu pitnego 0% z lnem (75)
wszystko około : 680kcal
Wiadomo, że wolę żeby było mniej niż 800, więc po prostu staram się tego nie przekraczać.
Do tego nadal piję czerwoną herbatę, kawę (wiem że raczej nie powinnam) , wodę i 3 razy dziennie przed posiłkami ocet jabłkowy. Łącznie około 2,5l płynów dzienni, w każdym razie staram się dużo pić :)
Nie chcę się ważyć bo się załamałam jak ostatnio zobaczyłam 67kg xD Fakt że byłam najedzona i wgl. ale nie powinno tak być, dlatego zważę się może w sobotę.
Ok uciekam. Paaa ;*


Jest jakoś dziwnie…

Nie wiem ile ważę, nie chcę wiedzieć, ale czuję że przytyłam, dzisiaj zjadłam żurek (80kcal), jabłko (80kcal), bułkę z dynią (250kcal), rosół na kostce rosołowej (25 kcal), 3 małe marchewki (30kcal), jogurt pitny 0%(88kcal), jogurt 0% (80kcal). Ja pieprze jakaś masakra, ile można jeść?! Przesadziłam. W dodatku mam rwę kulszową i nie mogę ćwiczyć -.- dostałam zastrzyki i tak strasznie boli, że nie mogę się ruszyć. Kupiłam sobie ocet jabłkowy, to prawda że jak się go wypije to zabija głód ? I jeszcze ostatnio lubuję się w rosole z kostki rosołowej :D 100ml ma tylko 5kcal, to nawet jak wypiję 2 litry to jest tylko 100kcal (dodam że nie biorę do niego żadnego makaronu ani nic). Co wy o tym myślicie ? rosole i occie ? Jak macie z tym jakieś doświadczenia to piszcie :)